Zawsze miałam problem ze znalezieniem zegarka, który spełni dwie funkcje naraz: będzie wyglądał dobrze na co dzień, zwłaszcza do sukienki czy eleganckiego stroju, a przy tym będzie działał jak prawdziwy smartwatch – z funkcjami, które naprawdę się przydają. Większość modeli była albo przesadnie sportowa, albo wyglądała jak zabawka. Trafiłam na Garett Rose trochę przypadkiem i po ponad miesiącu testów mogę powiedzieć jedno: zaskoczył mnie pozytywnie. I to nie raz.
Design – kobiecy, ale nie banalny
Zacznę od wyglądu, bo to był pierwszy powód, dla którego w ogóle się nim zainteresowałam. Ja zamówiłam zegarek Garett Rose złoty z bransoletą mesh, ale dostępna jest także wersja z klasycznym paskiem. Koperta w kolorze różowego złota, cienka, ale solidna, z pięknie wyprofilowanymi detalami. Na ręku leży bardzo dobrze – nie jest ani za lekki, ani za ciężki. Po kilku godzinach zapominasz, że go nosisz. No i te dwa paski w zestawie bransoleta mesh i pasek ze skóry ekologicznej. Ja najczęściej noszę wersję elegancką, ale pasek skórzany założyłam na wesele i wyglądał świetnie z koronkową sukienką.
Ekran AMOLED – klasa sama w sobie
1,32 cala i rozdzielczość 466 × 466 px robią różnicę. Kolory są nasycone, czcionki ostre, a tarcze wyglądają po prostu elegancko. Nie przypomina to typowego smartwatcha z grubą ramką i „kreskówkowym” menu. Tu wszystko wygląda subtelnie i nowocześnie. Korzystam z funkcji Always-On Display – świetne, kiedy jesteś np. na spotkaniu i chcesz sprawdzić godzinę jednym spojrzeniem, bez podnoszenia ręki.
Nawigacja? Ekran + obrotowa koronka = wygoda. Nie musisz machać palcem po ekranie, żeby przeskoczyć z jednego widoku do drugiego. Wszystko działa płynnie i bez przycinek.
Akurat mi zegarek Garett Rose bardzo się podoba, jest stylowy i elegancki. Ale jeśli wolisz bardziej sportowe wersje, zobacz pełną ofertę smartwatchy damskich od Garett. Na pewno znajdziesz wśród nich model o podobnych parametrach, ale w nieco luźniejszym wydaniu.
Monitorowanie zdrowia – więcej niż tylko licznik kroków
Zegarek mierzy tętno, ciśnienie, saturację, a także jakość snu – i robi to w trybie ciągłym, nie tylko „na żądanie”. Zauważyłam, że odczyty są dość spójne z tym, co pokazywał mi ciśnieniomierz medyczny i pulsoksymetr – więc nie są to tylko „dekoracyjne liczby”. Fajną opcją jest też możliwość ustawienia alertu tętna – raz zegarek zawibrował mi przy wieczornej kawie i przypomniał, że może jednak warto przejść na herbatę.
Korzystam też z kalendarza cyklu menstruacyjnego – działa intuicyjnie, można oznaczać objawy, a zegarek przypomina o nadchodzącym okresie. W porównaniu do aplikacji w telefonie, tutaj mam to zawsze pod ręką.
Trening z Garett Rose – testowałam na własnych nogach
Zegarek Garett na treningi zabierałam kilka razy w tygodniu – głównie spacery, rower, czasem joga i krótkie interwały. Podczas spaceru po lesie zegarek liczył kroki dokładnie – sprawdzałam porównując z licznikiem w telefonie i różnice były minimalne.
Na rowerze, gdy miałam ze sobą telefon, dane z trasy i prędkość były łapane poprawnie przez aplikację Garett Smart. Zegarek sam w sobie nie ma GPS-u, ale jeśli telefon jest przy Tobie – wszystko działa jak trzeba.
Przy jodze zegarek liczył kalorie i czas, tętno też było dobrze śledzone – nawet przy wolniejszych pozycjach. Gdy wybierałam tryb „interwał”, Garett rozpoznawał intensywność pracy i po treningu pokazywał strefy tętna. Całkiem zaawansowane jak na urządzenie w tej cenie.
Powiadomienia i rozmowy przez Bluetooth – zaskakująco przydatne
Początkowo myślałam, że rozmowy przez zegarek to zbędny bajer. Ale kiedy raz odebrałam telefon podczas gotowania obiadu, wiedziałam, że będę z tego korzystać częściej. Zegarek łączy się z telefonem przez Bluetooth i pozwala odbierać i wykonywać połączenia. Nie trzeba sięgać po telefon – rozmawiasz przez zegarek. Głośnik jest czysty, mikrofon łapie dobrze, nawet w pomieszczeniu z odgłosami w tle.
Powiadomienia z Messengera, SMS-ów, maili – wszystko działa. Wystarczy rzut oka na ekran i już wiem, czy warto sięgać po telefon. Z poziomu zegarka nie odpisuję, ale do czytania – super.
Aplikacja Garett Smart – wszystko w jednym miejscu
Aplikacja działa stabilnie i daje dostęp do pełnych statystyk: aktywność, sen, tętno, ciśnienie, cykl, treningi. Są też ustawienia tarcz zegarka, możliwość dostosowania powiadomień i podgląd połączeń. Sparowanie z telefonem zajęło mi może minutę, wszystko działało za pierwszym razem.
Bardzo fajne jest też to, że można ustawić alerty: np. przypomnienia o piciu wody, ruchu, oddechu. Takie drobne rzeczy, które robią różnicę.
Bateria i ładowanie – zapominasz, że trzeba ładować
Zegarek wytrzymuje mi średnio 6–7 dni na jednym ładowaniu – to przy normalnym użytkowaniu: powiadomienia, trochę sportu, monitoring zdrowia 24/7. Ładowanie jest indukcyjne – po prostu kładziesz zegarek na podstawce i sam się ładuje. Nie trzeba nic wciskać, podłączać – prosto i bezproblemowo.
Czy są jakieś minusy?
Tak – nie ma GPS-u, co może przeszkadzać osobom, które chcą biegać bez telefonu. Nie ma też NFC, więc nie zapłacisz zegarkiem za zakupy. I klasa wodoszczelności IP67 oznacza, że nie weźmiesz go na basen. Deszcz, mycie rąk – jasne. Ale kąpiel czy pływanie – lepiej nie ryzykować.
Czy polecam?
Zdecydowanie tak. Garett Rose to zegarek dla kobiet, które chcą wyglądać stylowo, ale nie rezygnować z funkcji. Świetnie sprawdza się na co dzień, do pracy, na spacer, a nawet na bardziej eleganckie wyjście. Nie musisz mieć dwóch zegarków – jednego sportowego i jednego „na okazję”. Ten daje radę w obu rolach.
